W czym Biblia może pomóc copywriterowi?

Updated: Nov 18, 2019

Mam na imię Kasia, jestem katoliczką i mam troje dzieci. Jak widać, przyznanie się do wiary nie jest dla mnie jakimś specjalnym wyczynem, choć wiadomo, że są sytuacje, w których bywa to trudne. To trochę tak jak z moją sytuacją rodzinną: nie zawsze od pierwszych słów się nią chwalę. Jednak Wy, którzy to czytacie, znacie już prawdę!



Na przestrzeni wielu lat spotkałam osoby, które bardzo rzadko w publicznym dyskursie przyznawały się do wiary, takie, które chciały modlić się nad każdym przypadkowo mijanym przechodniem, oraz takie, które lubowały się w biciu Biblią po głowie. Sama przeszłam różne etapy, by dojść do tak zwanej dojrzałości charakterystycznej dla statecznych kobiet po 30.: przyznaję się, ale nie afiszuję. Ha! Ale co to ma do pisania?


O genezie i misji: Na początku było Słowo


Na studiach byłam dziennikarką w magazynie o muzyce z przesłaniem chrześcijańskim. Miałam ambitne plany, żeby zmieniać świat, a konkretnie zmieniać wyobrażenia na temat kultury chrześcijańskiej. Wiecie, jest taki stereotyp, że wszystko, co związane z wiarą, jest kiepskie. Kiedy mój tata, nieżyjący już kontrabasista jazzowy, nagrywał płytę z utworami o Bogu, jako zbuntowana nastolatka kwestionowałam większość jego pomysłów, byleby tylko nie zniechęcić kogoś do sięgnięcia po płytę.


Do dziś troszkę walczę z materią (i z wiatrakami), bo katolicy, choć robią postępy, nie zawsze pamiętają, że forma jest równie istotna, co treść, albo jeszcze inaczej: że ważna treść wymaga odpowiednio dobrej oprawy. Firmę Od Słowa Copywriting, która oczywiście nazywa się tak nie bez powodu, założyłam, by zmieniać świat poprzez język. Wszystko zaczęło się od Słowa, więc każde słowo ma ogromną siłę. To jest moja dewiza. Jako potomkowie Boga dostaliśmy namiastkę tej „stwórczej siły” i staram się na co dzień z niej właśnie czerpać.


O odpowiedzialności i uczciwości: Nie bądź pochopny w słowach


Ale słowo to też odpowiedzialność. Jak głosi przysłowie: „nie można rzucać słów na wiatr” („a pereł przed wieprze” — dopowiada Pismo, ale to już inna bajka i inny sens). Dlatego nie podejmuję się pisania tekstów zapleczowych, preclów czy inny obwarzanków. Generalnie przyznam się, że męczą mnie mało kreatywne zadania. Muszę wiedzieć, że zmieniam świat (patrz punkt 1). Zdarzyło mi się popełnić kiedyś zlecenie pisane typowo pod seo. Zajęło mi to więcej czasu, niż gdybym miała napisać reportaż z dwóch wesel, recenzję koncertu i poradnik o tym, dlaczego dwulatek stale jest na „nie”.


Z mojej dziennikarskiej „kariery” zostało mi jeszcze coś takiego jak uczciwość dziennikarska. Zanim zabiorę się do pisania, lubię dużo wiedzieć. Wtedy jestem w stanie naprawdę dogłębnie wniknąć w temat i poczuć się faktycznie odpowiedzialna za to, co napisałam. Inna sprawa, że uczciwość może wiązać się też z mówieniem niewygodnej prawdy. Teraz, po wielu latach eksperymentów, mogę powiedzieć, że odpowiedzialność za słowo to też umiejętność pohamowania się i zamilknięcia, kiedy jest to konieczne. Konstruktywna krytyka czy wyrażenie swojego zdania — jasne, ale w sposób, który nikogo nie zniszczy.


O stylu i sposobie wypowiedzi: Niech Wasza mowa będzie „tak, tak, nie nie”


Wiemy, że copywriter to nie pisarz, więc nie musi, a wręcz nie powinien, używać zbyt kwiecistego języka. Styl powinien być jasny i przejrzysty, do tego krótkie zdania i mało przymiotników. Zgadza się? Tak, ale… Mam przekonanie, że styl musi wyrażać Ciebie. Styl, który scharakteryzowałam powyżej, owszem, jest profesjonalny i pożądany w wielu branżach, jednak jest też całkiem bezosobowy.


I żebyśmy się dobrze zrozumieli: nie twierdzę, że z krótkiego tekstu sprzedażowego należy zrobić „Lalkę” Prusa. Twierdzę tylko, że poszukiwanie własnego stylu, dopracowywanie go i weryfikowanie jest ważnym procesem, który polecam każdemu copywriterowi. Czy ten styl będziesz wykorzystywać we wszystkich zleceniach, których się podejmiesz? To zależy od zleceń. Wydaje mi się jednak, że o fachowości copywritera decyduje też to, czy umie ocenić, jaki styl będzie odpowiedni dla danego zlecenia.



Tego się właśnie uczę. Ale też tego, by nie przytłaczać nadmiarem słów, wątków, myśli. Tak, tak, nie, nie. Dzisiejszy tekst pokazuje, że nie zawsze się to udaje, ale na szczęście mam jeszcze trochę czasu przed sobą, by dalej nad tym pracować. Uczę się też tego, by… stale się uczyć. Czasem mamy ochotę spocząć na laurach i korzystać po prostu z tego, co już wiemy. Odrzućmy taką pokusę, drodzy Bracia i Siostry!

49 views

©2018 by Creative Core