• Kas Cud

Jak szkoła muzyczna sprawiła, że zostałam copywriterką?

Aktualizacja: 15 lis 2019

Wiecie, ile egzaminów w życiu zdawałam? Pozwólcie, że leciutko zaokrąglę, ale sto. Sto. STO! W tym jest — a jakże — matura, do tego egzamin z angielskiego FCE, cztery (niezdane nadal bezskutecznie) egzaminy na prawo jazdy oraz plus minus 40 egzaminów na studiach i 40 w szkole muzycznej. Kto nie przeżył tych ostatnich, nie wie, co to życie!



Miałam 7 lat. To miał być fajny dzień. Przyszłam zagrać miłym paniom na fortepianie, bo bardzo lubiłam grać i nauczyłam się też dużo w tym roku. I wtedy to zobaczyłam. Zobaczyłam, że moje koleżanki się trzęsą, i — co ważniejsze — trzęsą się też ich mamusie. Ten dzień zmienił moje życie. Dowiedziałam się bowiem, że egzaminów można, a wręcz należy się bać. I nic już nie zostało takie samo.


Wewnętrzna dyscyplina i systematyczność


Pierwszych lat w szkole muzycznej faktycznie nie wspominam zbyt dobrze. Może znacie mrożące krew w żyłach opowieści o nauczycielkach fortepianu, które biły dzieci linijką? To nie plotki. Te panie naprawdę istniały. Na szczęście po kilku latach przeniosłam się do klasy fletu i wtedy już było fajnie. Oczywiście nie zawsze, bo ja jestem z tych nerwowych, co to — o zgrozo — rzucają fletem w ścianę czy też szarpią nuty (a potem je prasują). W trakcie ćwiczenia często też rozkładałam sobie książkę i czytałam. Jednym słowem: jakoś sobie radziłam i dzięki temu wytrwałam do dyplomu II stopnia.


Dziś wiem, że moja wewnętrzna dyscyplina i systematyczność zostały wypracowane właśnie w szkole muzycznej. To konieczność prowadzenia dwóch szkół i sprostania wymaganiom, by utrzymać się na powierzchni, nauczyły mnie tego, że nigdy nie ma tak, że się nie da. Dlatego dotrzymuję terminów (choć nieraz piszę na ostatnią chwilę) i pracuję wtedy, gdy mam na to wyznaczony czas, a nie tracę go na bzdury (z reguły). Dzięki temu też w ogóle umiem pisać! Bo kiedy postanowiłam sobie, że chcę rozwinąć u siebie tę umiejętność, po prostu zaczęłam to robić.


Kreatywność i świadomość, że mogę


Jak jeszcze wykształcenie muzyczne wpływa na moje pisanie? Muzyka rozwija kreatywność — potwierdzają to badania naukowe. Ktoś powie, że copywriting to nie kreatywność, tylko sprzedaż? Pewnie tak. Ale nawet, żeby sprzedać mleko, trzeba mieć jakiś pomysł i wykrzesać z siebie sporo energii mentalnej. Mnie w każdy razie kreatywność na co dzień bardzo się przydaje, a jej wartość odkrywam głównie wtedy, gdy mi jej brak. Cechę tę zawdzięczam właśnie muzyce i przejęłam ją niejako przez osmozę, ponieważ muzyka była w moim domu tak naturalna jak oddychanie — nawet nie wiedziałam, jak można żyć bez pianina! (ale teraz już wiem…).


Wzrastałam w rodzinie artystycznej, w której rodzice żyli z własnej kreatywności. To też dawało mi mocniejsze podstawy do tego, by uwierzyć w siebie i robić coś twórczego. A przy tym tata grał i komponował jazz. Jazz słychać było u nas stale i choć nieszczególnie go lubiłam (mój mąż, kontrabasista jazzowy, coś o tym wie), to jednak wpłynął na mnie ogromnie. Jazz to improwizacja, to wolność, to otwartość. Cechy bardzo istotne przy pisaniu!


Muzyczność tekstu i konieczność usłyszenia go


W pracy doktorskiej, którą po 10 latach może w końcu skończę, zajmuję się zagadnieniem muzyczności języka, to znaczy tym, jak muzyka i dźwięk wpływają na literaturę, a konkretnie na poezję. To zagadnienie sięga jeszcze starożytności, kiedy to muzyka i poezja były ze sobą ściśle powiązane. Mnie natomiast zainteresowała postać Mirona Białoszewskiego, który, jak wiemy, wielkim poetą był, ale także robił rzecz bardzo ciekawą: swoją poezję nagrywał.


Zatem po jednej stronie mamy poezję zapisaną, po drugiej — poezję nagraną, a pomiędzy wszelkie zależności, które tworzą się między nimi. Dźwięk wpływa na słowo pisane. Ja bardzo często czytam swoje teksty na głos, bo to po pierwsze pomaga wyłapać różne literówki czy przeoczenia, a po drugie muszę po prostu mój tekst usłyszeć. I nie jest to kwestia tylko jego „melodii” — po prostu tekst, który dobrze brzmi, jest spójny i nie ma w nim zbyt wielu dysonansów, pauz, czy jakichś nieuzasadnionych wahań tempa.



Mówi się, że "muzyka łagodzi obyczaje”, i jak widać na załączonym obrazku, może pomóc także w pracy. Warto więc w nią nieco zainwestować. Muzykoterapeuci zachęcają, by słuchać, praktykować i otaczać się nią. Trzeba jednak wiedzieć, że aby zmienić swoje samopoczucie poprzez muzykę, wskazane jest najpierw posłuchanie czegoś, co odpowiada naszemu aktualnemu nastrojowi, a zatem jeśli nie chce Ci się pisać, najpierw posłuchaj czegoś usypiającego, a dopiero później pobudzającego.


PS Jeśli już mowa o pobudzeniu, to kawa się skończyła! Jak żyć?

60 wyświetlenia

©2018 by Creative Core